O Diable Frydlandzkim
Henryku Blankenburgu, raptusie i okrutniku, czyli wielki zajazd na ziemi wałeckiej

Henryk Blankenburg, który po wymarciu rodu Wedlów Frydlandzkich odziedziczył Mirosławiec wraz z całym kluczem dóbr, był człowiekiem o wyjątkowo trudnym charakterze – wybuchowy zuchwalec, za nic mający prawo ludzkie, nakazy królewskie i przykazania boskie. Wsławił się on okrucieństwem, bezwzględnością. Mówiono o nim już w latach jego młodości „diabeł w ludzkiej skórze”, później przydomek Diabeł Frydlandzki zyskał. Jeszcze wiele lat po jego śmierci, gdy chciano powiedzieć, że ktoś postępuje wyjątkowo źle, mówiono: jest jak Blankenburg…
Zdobył sobie tak złą sławę, zarówno traktowaniem poddanych, jak równych sobie ludzi, niezależne czy to obcy, czy rodzina, kobieta, czy mężczyzna. Żywcem niewinną a o czary posadzoną kobietę spalił, nawet pod sąd jej nie poddając. Na królewskich gruntach, bez pozwolenia nijakiego folwark założył. Gdy jego szwagierki zdobyły się na odwagę, by prosić, go, by na rodzinę gniewu nie ściągał, swym postępowaniem i woli monarchy się nie sprzeciwiał, rózgami po twarzach je wysmagał.
– Nikt mnie, Blankenburga, pouczać nie będzie! – ryczał w wielkim gniewie - Nikt mocniejszy ode mnie nie jest – ani król mi nie straszny, ani żaden książę ni hrabia! Jak zechcę, to cały Poznań co do jednego łyka!
Biedne kobiety pochowały się po kątach, modląc się o szybką śmierć dla okrutnika. On zaś, by pokazać, że prawdę rzecze, wybrał się z 22 zbrojnymi do Poznania. Tam demonstracyjnie, przechadzał się ze swymi ludźmi zbrojnymi we flinty ludźmi, głośno grożąc rychłą śmiercią. Tamtejsi mieszczanie ponoć na mszę dali, prosząc, aby ktokolwiek tego człowieka z dala od ich miasta trzymał.
Tak to, każdy, kto się tylko z Blankenburgiem zetknął, jak najgorzej mu życzył. Wreszcie i najbliższa rodzina nie wytrzymała zuchwalstwa Henryka, zwołali naradę.
- To człek szalony! Ubić go trzeba, póki my jeszcze przy życiu! Wstyd rodzinie czyni wielki a i nieszczęścia jakie w końcu na nas sprowadzi. W niełaskę króla wszyscy niedługo popadniemy, jeśli tego dożyć zdążymy!
Zwołano sprzymierzoną szlachtę i tak Golcowie, Borkowie, Güntersbergowie i Śmiełowscy ruszyli na Mirosławiec. Był rok 1594. Najazd dobrze przygotowano, napastnicy przyciągnęli nawet armaty. Grad kul armatnich posypał się na zamek mirosławski, w wielu miejscach naruszając mury, drzwi i okna dziurawiąc. Blankenburg musiał ratować się ucieczką, gdyż jego ludzie w głębi serca sprzyjali napastnikom. Nie strzelali więc zbyt celnie ze swych flint – lata upokorzeń u boku Blankenburga dały teraz efekty… a może też uznali, że przeciwnik i tak jest silniejszy?
Tak, czy inaczej – zwycięstwo było szybkie i całkowite. Napastnicy wiwatując, natychmiast przystąpili do zdobywana łupów. Przetrząśnięto zamek dokładnie, zabierając wszystko, co jakąkolwiek wartość miało. Zabrano klejnoty, odzież, broń, zwierzęta hodowane na podzamczu. Z lochów zamkowych uwolnili przy tym kilkoro wynędzniałych straszliwie więźniów. Byli to różni ludzie, i chłopi i szlachetnie urodzeni. Tacy, co to narazili się czymś "diabelskiemu" dziedzicowi na frydladzkim zamku, lub schwytani by wymusić okup. Niszczono i palono z satysfakcją co się dało. Radość z udanej zemsty działała jak mocny trunek.
Gdy napastnicy z łupami wrócili do swych zamków, Blankenburg powrócił i pełen wściekłości szacował straty, klnąc przy tym na czym świat stoi i wyładowując gniew na poddanych. Sam nigdy nie poddawał się wyrokom sądów, tym razem postanowił sprawiedliwości w sądzie grodzkim szukać – wniósł czym prędzej skargę, opisując swe straty. Według niego, napastnicy zrabowali klejnoty o wartości 20 000 florenów, odzież wartą 4 000 florenów, zapasów żywności za 15 000 talarów, a do tego broń wszelaką o dużej wartości i wielką ilość koni, owiec, bydła i świń. Na dodatek spalono ponoć cenne dokumenty, przywileje i rękopisy mające wartość 2 000 000 florenów! Na ile to było prawdą? Któż to wie? Blankenburg nie jawił się raczej jako wzór uczciwości.
Autor \ źródło: Beata Stankiewicz\Legendy ziemi wałeckiej

Pojezierze wałeckie | Inne wiadomości:

KłębowiecStrzaliny
--- miejsce na reklamę ---

Człopa
--- miejsce na reklamę ---

NadarzycePróchnowo



VIP

  • Wybierz język
  • Zobacz też

Podwodny las - Borne Sulinowo

Ostrowiec

(niem. Sagemuhl)

O czarodziejskiej górce

Iłowiec

(niem. Polniche Fuhlbeck)

  • Polecamy

Darmowy wpis do bazy noclegowej

komis wałcz kom-tad

?>